2012-01-13

Jak wycenić rękodzieło (celtyckie)

Weźmy duży szal. JEDEN.

Posiłkując się wyliczeniami Yadis (kliknij tutaj), odgapię:

Szal:
- wybór obramowania (+ próbka) - 1h
- wzór - 2h
- rozliczenie wzoru, żeby się zgadzało z obramowaniem - 1h
- wykonanie - średnio 20 rządków na godzinę, taki szal ma powiedzmy 350-400 rządków, razem z obramowaniem 20h
- wybór i wykonanie wykończenia - 2h
- bez dodatkowych (czyli "sklepowych") opcji
RAZEM: 26 godzin x 10 PLN = 260 PLN

Materiał:
- jeśli Wendy no to koszt ok. 100 PLN
- jeśli wełna 100% - średnio 200 PLN
- jeśli jakieś dyndadełka , celtyckie korale - dochodzi ok. 50 PLN, bo korale trzeba sprowadzać z UK, dyndadełka też
- inne koszty - za Yadis - 10 PLN
RAZEM: 160 PLN lub 260 PLN, w zależności od materiału.
Nie liczymy (na razie) podatków itd.
No właśnie...

Wychodzi 420 - 520 PLN. Za taki wielki szal. W sensie moich kosztów. Dodajmy do tego 19% podatku...

Taak...

Inne Wyceny:
- Yadis
- Mim

11 Comments:

  1. Tak, cena jest REALNA, tylko polskie realia nieco inne. I na rynek europejski, to jest cena nawet nie wysoka, ale nie na nasz. I wcale nie uważam, że społeczeństwo tak szybko się wyedukuje, że za rękodzieło tyle ma zapłacić. W Polsce przez wiele lat kobiety chcące wyglądać dobrze i modnie musiały być kreatywne. SAME szyły, dziergały, wyszywały, więc było to takie oczywiste, że umiemy zrobić coś z NICZEGO. A więc jak z NICZEGO - to mało warte. To, ze sklepu, często osiągalne tylko poprzez znajomości, miało znzczenie. Bo ZDOBYTE. I tak pokutuje w głowach stereotyp, że to, co ręcznie zrobione, to takie wyścibolone, więc CZEMU RAPTEM MA BYĆ TAKIE DROGIE !
    Faktem jest, że chińszczyzna też robi swoje.
    Pocieszające jest to, że budzi się świadomość w narodzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na rynek europejski wcale nie jest wysoka. Zobacz kurs funta dziś.To nawet nie jest sto funtów. Jeżeli nawet założymy, że mamy skromną pracę, za niską pensją (minimalną na przykład) - zarabiamy ok. 1000 funtów miesięcznie. Niech ten szal kosztuje 100 funtów. Kupimy? Sądzę, zę tak, bo to nie jest coś, co kupujemy nawracająco. To trochę tak jakbyś zarabiała 1000 złotych a szal kosztowałby stówę. Myśle, zebyś kupiła, o ile Ci się spodoba.

      Inna sprawa, że niestety - przy cenie 100 funtów za szal - nie utrzymam się tam, też. Bo taki szal robię tydzień, nie patrzmy na 25 godzin, to ledwie doba, ale tego się nie da taśmowo. Więc miesięcznie zrobię 4. Ratowałam się kiedyś dzierganiem symultanicznym - robię kilka jednocześnie. I to rzeczywiście lepiej wychodzi, więcej się da zrobić w ciągu miesiąca. Wychodzi na to, że musimy sprzedawać za granicą, ale utrzymywać się tutaj. Aczkolwiek ostatnio poraziła mnie strona ze swetrami w stylu gansey... prawie 600 funtów za sweter... Ich wyliczenia (bo zamieścili) to było 100 godzin To bzdura. Zgodziłabym się na 40, ale nie na 100.

      Usuń
    2. Jednak gdybym zarabiała 1000zł/miesiąc to szalika za stówę bym nie kupiła (a koszty życia? 1000 zł akurat na to - może - starczą, chociaż chyba trudno by było). Co nie zmienia oczywiście faktu, że często ludziom się wydaje, że praca nic nie kosztuje i dziwią się, że trzeba zapłacić więcej niż same koszty. Prowadzę stacjonarną galerię i po prostu przestałam robić rzeczy na zamówienie, bo za dużo było tłumaczenia, że moja praca też coś musi niestety kosztować.

      Usuń
  2. Ja odnoszę wrazenie że większość odbiera rękodzieło jak coś gorszego co ma naśladować gotowce z sieciówek, bo jak odebrać komplement "ślicznie robisz jakna maszynie" , dlatego też cena wyrobu ręcznie robionego porównywana jest
    do produktów masowych, a do tego najlepiej chińskich. Jedyna szansa na docenienie swojej pracy to trafianie na szerokim forum internetowym do miłośników znawców rękodzieła. Myślę że jeżeli ktoś dziergał cokolwiek samodzielnie doceni wkład pracy i nie zada głupiego pytania "czy za 50 zł zrobisz sweterek". W stosunku do osób zaprzyjaźnionych mogę mieć gest i potraktować swój wkład pracy jako prezent, ale za miskę ryżu dziergać nie będę.Pozdrawiam Barbara ( ta która też wydłubała własnoręcznie dywanik )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to...
      "ślicznie robisz jak na maszynie", też mi komplement...
      Jasne, oczka powinny być równe, ale... też nie zawsze i nie wszędzie, a wręcz w niektórych dziełach NIE POWINNY...

      masz rację z tymi porównaniami, 100% racji

      Usuń
  3. Szczerze mówiąc, to ja wolę jeden szal ręczny, niż 8 chińskich maszynowych, podobnie mam ze swetrami itp, no ale ja normalna nie jestem, bo większość mi znanych normalnych woli mieć więcej, chociaż tandety...

    Chyba faktycznie robić tu, sprzedawać tam, żeby mieszkać tu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, tylko szkoda, że to ta cholerna polska rzeczywistość, w której niewiele osób na to stać;/ doceniają, podziwiają i kupują chińskie za kilkadziesiąt złotych... ja nie cierpię chińskich tanich, nie stać mnie na takie cuda, zostają lumpexy;)
    i teraz tak myślę, po tych wyliczeniach, Ty swoje cuda to za bezcen sprzedajesz...

    OdpowiedzUsuń
  5. Może jednak weź pod uwagę napisanie łopatologicznego podręcznika, po polsku, dla takich inteligentnych inaczej, jak ja, celtofanów? Wiem, że to kupa roboty by była, ale... Jakieś głupie "Robię na drutach" rozchodzi się w oka mgnieniu, to co dopiero TAKIE cudo?

    OdpowiedzUsuń
  6. Za bezcen. Z resztą 10 zł za godzinę to śmieszna stawka. Jak potem z tego zapłacić ZUS, podatek itp. i jeszcze wyżyć? Ten szal powinien kosztować ze dwa razy tyle. A, że polskie realia takie a nie inne - na to niestety nic nie poradzimy...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale same zobaczcie - w naszych realiach się inaczej NIE DA. Gdzieśtam wczesniej pisałam, ze wyzyć się nie da, bez szans. I w zasadzie to może być tylko tak, że jesli ktoś ma jakiekolwiek inne żródło dochodu, w miarę systematyczne - no to na zasadzie wielkiej pasji - a cena w sumie symboliczna, ot - za materiał, wykończenia, generalnie to, za co Artystka sama zapłaciła, zaś robocizna to po prostu w prezencie, i dlatego obdarowujemy Krewnych I Znajomych Królika.

    Ja mam pomysł, jak wziąć dobre pieniądze za nasze wyroby, tyle tylko, że... nie do naszej kieszeni. Ale najpierw podyskutuję z UNIQUE a potem zapukam z prośbami. Bo z drugiej strony każdą z nas i tak pasjonuje to, co robi i i tak będzie to robiła, no chociaż miejmy świadomość, ze Kupujący zapłacił DOBRĄ cenę za nasz wyrób, a że ta kasa poszła na CEL.. no cóz... takie realia...

    OdpowiedzUsuń